niedziela, 20 marca 2016

Początek cz. II . Tęcza, tęcza cza cza cza czyli mała rozprawa o „banałach”.



Wszystko zaczęło się dwa lata temu w Narodziny Nowego Roku . Wtedy to właśnie uzmysłowiliśmy sobie jak bardzo idziemy przez życie schematycznie, jak bardzo poruszamy się w granicach wyłącznie zebranego już doświadczenia, nie robiąc furtki temu co nowe.
A przecież zawsze gdzieś nas ciągnęło. Podróże na stopa po Europie, wyprawy do Azji, wyjazd za chlebem do Anglii i niezliczone wędrówki po górach. Właśnie. W góry ciągnęło nas najbardziej.   
Teraz stoimy w miejscu. Wszystko robimy według poznanych wzorów, nie ryzykując, stwarzając sobie sztuczne poczucie bezpieczeństwa. Kiedy przekraczasz granice i wkraczasz na drogę nieznanego, próbujesz, nieraz się sparzysz, ale to nic wobec wartości jakie otrzymujesz, odbierasz cenne nauki, otwierasz zamknięte szuflady pełne niespodzianek, przeżywasz, rozwijasz się, żyjesz. W środku pozostajesz ten sam, jak drzewo stabilne, którego nie złamie byle wiatr, którego korzenie sięgają głęboko w niezmiennym kierunku. Są one portem z którego później wypuszczą się pędy, niczym stateczki rybackie, płynące na połów- wolne na wietrze, pamiętające drogę jaką przebyły, by po udanym połowie bezpiecznie powrócić do domu.
Tak łatwo się dzisiaj zagubić, tak mało czasu żeby usłyszeć siebie prawdziwego, zagłuszanego przez innych, manipulowanego przez innych. Żyjemy w czasach wyścigów długodystansowych, bolesnych upadków, ciężkich kontuzji a po nich mozolnych powstań, ciągle spełnienie odkładając na metę. Biegniemy dalej i z niecierpliwością wypatrujemy tej mety na której ktoś obiecał nam złoty dzban z talarami. Już wiem, że tam nie będzie dzbana z talarami, tam będzie zwykły, ściorany, dziurawy garnek. To demon Mammon rzuca swój urok, zapędza nas w kozi róg. A czemu nie potrafimy dostrzec, że skoro ma być dzban pełen obfitości, to musi być i tęcza kolorowa. To właśnie po niej odbywają się nasze ruchy, przemiany. Tęcza z natury jest kolorowa ale codzienne biegi ścierają z niej kolory. Pomarańczowy przechodzi w różowy, tani kicz, fiolet -kolor mistyków i życia duchowego, prawie w ogóle zanika. Eliminujemy czerwień, która kojarzy się z ryzykiem i bólem jaki może nastąpić gdy jednak decyzja okaże się niesłuszna. Bojąc się sparzyć, stoimy więc w  miejscu i gorzkniejemy, umiera w nas radość, nadzieja i miłość. A przecież aby zrobić krok do przodu trzeba się czasem potknąć, tyle razy upadaliśmy ucząc się chodzić. Serce i ogień czerwieni zmienia więc swe oblicze. Zamiast rozgrzewać i nasycać, tłamszone grubą warstwą kurzu, eksploduje na tysiąc drobnych, egocentrycznych kawałków dążących do rozpadu. Tęcza przestaje być zjawiskowa, powoli zanika w nas.
Czas się zatrzymać w tej gonitwie, odbyć przeprawę w głąb grubej warstwy kurzu, aby odszukać zagubione pradawne kolory stworzone ręką Demiurga. Jednomyślnie stwierdzamy, że już najwyższa pora podjąć ryzyko, uwolnić czerwień z tęczy. Otrzepujemy się więc z kurzu i niczym Feniks powstajemy z popiołów. I pewnie wiele razy poparzymy sobie skrzydła, nie będzie łatwo, może nawet zatoczymy krąg, ale trzeba spróbować bo jeśli ci źle i nic z tym nie zrobisz, to na pewno nie będzie lepiej. Często strach przed krokiem do przodu ma duże oczy. Tyle lat odkładaliśmy myśl o życiu w górach na przyszłość. Niepotrzebnie. Życie jest tu i teraz, w malutkich cudach dnia codziennego, staruszce siedzącej przed chatką, w śpiewie sikorki na dębie, śmiejących się oczach dziecka, czułościach, jak i w wielu błędach jakie popełniamy każdego dnia, bólach, pechach, przeszkodach. Dajmy temu być, nie skreślajmy tego, bo to jest częścią składową naszych bytów.

Jak będzie dalej nie zastanawiam się, swe życie powierzamy opatrzności. Wiem jedno, najtrudniej jest podjąć decyzję, potem wszystko dzieje się samo J. Powoli upływa rok od naszej zmiany a ja dalej nie wierzę że tu jesteśmy. Decyzja była słuszna i w samą porę. Gdy czytam dzisiaj, co dzieje się z polskim prawem do nabycia ziemi przez polskich obywateli przechodzą mnie ciarki i mam mdłości. Gdybyśmy poczekali jeszcze rok, całkiem możliwe, że furtka pozostałaby zamknięta na zawsze. Na szczęście jesteśmy w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze i tego wszystkim z całego serca życzę!!! Koniec bajki i trzy Mikołajki.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz